Katja Gorečan – Cierpienia młodej Hany

Jacek Podsiadło poleca: Katja Gorečan, Cierpienia młodej Hany, przeł. Miłosz Biedrzycki, Korporacja Ha!art, Kraków 2018.        

Czytelnik, który lekturę „Cierpień młodej Hany” Katji Gorečan zacząłby od spisu treści i not na ostatniej stronie okładki, zobaczyłby, że po wierszu „Hana” następuje czterdzieści kilka wierszy o tytułach złożonych według schematu „Hana i…”, a całość kończy wiersz „Koniec Hany, czyli Katja”. Przeczytałby, że zdaniem Marty Podgórnik książka ta to coś więcej niż „Literatura kobieca, poezja menstruacyjna, gender”, a zdaniem Kamili Janiak zawiera „to wszystko, co chcielibyście wiedzieć, ale się boicie. Co chcielibyście powiedzieć, ale się wstydzicie”. Zgadzając się z opiniami polskich poetek o dziele poetki słoweńskiej, zmieniłbym tylko ostatnie zdanie Janiak na „co  c h c i a ł y b y ś c i e  powiedzieć”. Bo cierpienia młodej Hany/Katji na tyle związane są z płcią, że mężczyźni niewiele mogą powiedzieć na poruszane przez tematy. Tematy te wskazywane są w tytułach. Po „Hana i…” występują w nich m. in.: miesiączka, golenie, ubikacja, penisy, nocne podjadanie, obgryzanie paznokci, kłykciny kończyste, gile i gotowanie. Co tytuł, to tabu, co? Mroczna strona kobiecości? Też, ale nie dla niej warto sięgnąć po ten tom. Mnie miło było odkryć z jego pomocą, że w dzisiejszych czasach poezja może jeszcze być odważna pod względem obyczajowym. Bo że może być pod tym względem śmiała, to czterysta lat po Morsztynie i parę lat po Bukowskim (owszem, wskazywanym przez Hanę/Katję jako patron) dobrze wiemy, ale odwaga znaczy coś więcej niż śmiałość. Poznajemy ją, kiedy poetka potrafi napisać wiersz śmiały obyczajowo w ten sposób, że widać, iż musiała pokonać własny opór, lęk przed tym tematem, umiała niepewność przekuć w pewność. Sama autorka potwierdziła te lekturowa wrażenia na Festiwalu Miłosza w 2018 r., gdzie książka w przekładzie Miłosza Biedrzyckiego miała swoją premierę, przyznając się do strachu, jaki jej towarzyszył przed wydaniem książki, a wzmagany był nawet napomnieniami rodzonej matki, że „będzie skończona, jeśli to wyda”.

            Do łamania Hany przez Katję upoważnia mnie interesujący zabieg stosowany w całej książce, kiedy wypowiedzi autorskie splatają się, czasem w obrębie jednego zdania, z czymś co wygląda na fragmenty wierszy lub dziennika Hany, a co od tekstu podstawowego odróżnia kursywa. W „Hanie i penisach” wygląda to tak: „hana miała kiedyś okres malowania penisów. // interesowała ja przede wszystkim forma. // (…) kiedy hana zobaczyła obrazy marca chagalla, / fridy kahlo i hundertwassera, / wróciłam do tego, // bo nikomu nie uda się tego we mnie zabić”.

            „Spojrzałam w twarz swoim brudom i lękom” – zaczyna się ostatni wiersz. Mimo tych brudów, a trochę też pewnie dzięki nim, zamykając książkę lubimy jej bohaterkę. Jesteśmy też mądrzejsi o wiedzę, że młode kobiety współcześnie cierpią inaczej, niż młodzieńcy w czasach Goethego, źródła tych cierpień też są inne, ale pragnienia bardzo podobne, co, miejmy nadzieję, pozwoli się kiedyś spotkać Hanie i Werterowi.

– Jacek Podsiadło