Jakub Socha – Żebrowski. Hipnotyzer

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! znakomita biografia krytyka filmowego, laureata konkursu im. K. Mętraka, szefa działu filmowego magazynu „dwutygodnik”:

Jakub Socha – Żebrowski. Hipnotyzer

 

Edwarda Żebrowskiego dziś pamiętają nieliczni, a to przecież reżyser trzech wybitnych filmów, które na zawsze zapisały się w naszej kinematografii: „Ocalenie” (1972), „Szpital przemienienia” (na motywach prozy Stanisława Lema, 1978), i „W biały dzień” ( z niezapomnianą rolą Michała Bajora, 1980). To on odkrył dla kina Zbigniewa Zapasiewicza, a w jego filmach niezapomniane kreacje stworzyli Gustaw Holoubek, Maja Komorowska czy Wojciech Pszoniak. To właśnie Żebrowski kazał się nam konfrontować z chorobą, jej odzierającą człowieka z godności naturą, z zakusami na podporządkowanie wolności ideologicznym, płaskim wymogom, w końcu z życiem rozumianym jako ciągłe tworzenie, walka o nowe przeżycie, odmieniające nas i powodujące wewnętrzny rozwój.

Książkę Sochy czyta się jak kryminał, historia życia i twórczości Edwarda Żebrowskiego jest niezwykła. Poznajemy człowieka, który szumną młodość w latach pięćdziesiątych spędził na włóczęgach z Markiem Hłasko, który skandalizował i absolutnie wyłamywał się z peerelowskich norm i ram. Trenował boks, potrafił przylutować komu trzeba, a otaczał się wybitną literaturą. Człowieka, którego spalał wewnętrzny ogień, a niepokój trawił niczym rozwijający się w zawrotnym tempie nowotwór. W końcu dopadła go niezwykle rzadka choroba Bürgera, której nabawił się w wiezieniu. Czytamy o jego straceńczych przyjaźni z Ireneuszem Iredyńskim, którego partnerka, Jadwiga Staniszkis, miała onegdaj powiedzieć, że miał w sobie gen autodestrukcji, a sztuka była dlań sensem i treścią życia. Żebrowski to człowiek bezkompromisowy, wyrastający z literatury (Dostojewski, Mann), rozmyślający nad miejsce człowieka w świecie, walczący o to, żeby ten zawsze mógł pozostać przy życiu i zwątpieniu. Najważniejszym pytaniem płynącym z jego filmów i scenariuszy jest zapytanie, czy i jak można pozostawać przy nadziei?

Film traktował Żebrowski jako przekaz myśli, w środkach był oszczędny i surowy, cechował go minimalizm i stawianie kwestii kardynalnych dla kondycji ludzkiej. Jego kino jest niezwykle intelektualne i głęboko filozoficzne. Stale testuje bezinteresowność moralną i psychologiczną swoich bohaterów. Zdawał sobie sprawę, mówiąc za Erichem Frommem, że „Ziemia roi się od ludzi, którzy jeszcze się nie narodzili”, tkwią w okowach oczekiwań innych względem siebie, żyją pogodzeni ze stereotypem, a on chciał wstrząsać, powodować przebudzenie i jak mało kto, udawało mu się budzić publiczność z refleksyjnej inercji. Sam mówił tak: „W życiu człowiek porusza się pośród mętnych znaków, które go otaczają, i na tej podstawie dokonuje swoich wyborów”. W wielu momentach bardzo bliski Emilowi Cioranowi, wspólnie uważający, że choroba jest pewną normą, a zdrowie anomalią. Inspirujący się twórczością Władysława Terleckiego, Zofii Kossak-Szczuckiej, Stanisława Brzozowskiego i wielu innych kapłanów głębokiej zadumy.

Jakub Socha napisał książkę ważną, nie pozbawiając jej literackiego sznytu i polotu. Czyta się ją znakomicie, w zasadzie chłonie. Droga Żebrowskiego to podróż od awanturnika i wagabundy do eremity i mnicha, który skupia się na przemyśliwaniu kwestii ostatecznych i najważniejszych. Jest niezwykle powściągliwy, do tego stopnia, że siła krytyczna była w nim większa niż siła tworzenia, ale jak zabierał głos, audytorium milkło. Współpracował z Krzysztofem Zanussim, wspólnie zrobili sześć filmów, wykładał z Krzysztofem Kieślowskim, w późniejszych latach pracował w Szkole Wajdy. Niezwykła, nietuzinkowa postać człowieka, dla którego życie wewnętrzne pozostawało najważniejszą troską i staraniem: „Każdy artysta doświadcza pokusy zamilknięcia. Świat jest w swej istocie niewyrażalny, jeśli jednak podejmuje się próbę znalezienia wyrazu dla rzeczywistości, trzeba w chaosie szukać harmonii, czegoś, co może okazać się sensem”.

Komentarze do wpisu