Fritz J. Raddatz – Rainer Maria Rilke. Byt niezmierzony. Biografia

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! książka niekonwencjonalnego literata i kontrowersyjnego krytyka literackiego:

Fritz J. Raddatz – Rainer Maria Rilke. Byt niezmierzony. Biografia

 

Rilke przychodzi na świat 4 grudnia 1875 roku w Pradze jako jedyny syn Sophie i Josefa, skromnego urzędnika kolei. Od samego początku towarzyszą mu dwa piętna. Kobietę traktuje jako zagrożenie, napaść na swoją wewnętrzną wolność. Według Rilkego, kobieta to postać, która ogranicza przestrzeń dla jego ducha, zaś myślą ukróci swobodę. Drugie, to społeczne wyobcowanie, choć nieco paradoksalne, gdyż z jednej strony Rilke ponad wszystko szuka dla siebie schronienia we własnej samotności – życie wewnętrzne uważa za jedynie godne uwagi, narodziny są przypadkową zniewagą, istnienie wyrzutem, świat kar – to jednak potrzeba audytorium dla własnych słów, odsuwa na dalszy plan, psychiczne dewastacje, będące ceną za kontakt z ludźmi.

Ważne w jego życiu są okresy, kiedy słowa wylewały się na papier, a Rilke wysyłał dziesiątki listów, damom serca, księżniczkom, inspiracjom. Bo jak mówił, jego dusza jest kobietą. Żal mu było, że niemożliwym jest, by był sam. Wołający o bliskość równie mocno, co o odrzucenie. Pełen sprzeczności, niejasnych porywów, niezwykłej poetyckiej przenikliwości. Dyrygent muzyki sfer, której  fragmenty odegrał we własnych utworach.

Poza sztuką nie ma dla niego świata ani miejsca, żadnych dogodności. Pomimo tego, że wydaje się osobą intensywną, uczuciową, podatną na porywy serca, prawdziwym uczuciem darzy jedynie samotność. Wszystkie kobiety, do których pisze, mają jedynie nad jego samotnością czuwać, ale nie mają się w niej poczuć jak w domu.

„Rilke nigdy nie pisze katarynkowej muzyki dla kolorowych figurek z jasełek”. To rozpadające się na poszczególne słowa pajęczyny krzyku. Poeta sprzeczności, któremu udzielają się nagłe, gwałtowne fascynacje, tak samo często, jak lęki, momenty deprymujące powodowane kontaktem z kimkolwiek. Nigdy nie rozstawał się ze Starym Testamentem. Autor „Sonetów do Orfeusza” pragnie tego, co nie do zdobycia. W kwietniu 1902 roku, jako jeden z pierwszych opublikował entuzjastyczną recenzję „Buddenbrooków” Tomasza Manna, na łamach „Bremer Tageblatt”. Przyjaźni się z Valerym, przez kilka miesięcy jest sekretarzem Rodina, otrzymującym comiesięczną wypłatę w wysokości 200 franków. Autor „Elegii Duinejskich” całe życie starał się należeć do siebie. Uganiał się za czymś, co zgoła nie mieściło się w słowach. I zalecał: pracować i pracować.

Znakomita książka, niezwykła biografia!

Komentarze do wpisu