Marcin Kydryński – „Biel. Notatki z Afryki”

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nowa książka autora niezapomnianej „Lizbony. Muzyki moich ulic”, fotografa, podróżnika, a przede wszystkim człowieka radia, którego kojarzymy z niedzielną Siestą:

Marcin Kydryński – „Biel. Notatki z Afryki”

To przede wszystkim podróż przez literaturę i historię. Książka ma kilka planów: impresje z pobytów w Afryce, rymują się z refleksjami natury filozoficznej, które próbują jakoś opisać miejsce, definiujące naszą tożsamość. Kydryński wraca do Afryki wiele, wiele razy. Wędrujemy wraz z nim przez bezdroża Kenii, przyglądamy się obyczajom w Somalii, jedziemy przez Kamerun, Timbuktu, Sierra Leone, będące miejscem wcielonej apokalipsy, po Etiopie, Mozambik i dalej. Kydryński cały czas pielęgnuje w sobie uczucie nowości, jakie rodzi się na styku spojrzenia, próbującego oswoić krajobraz z jakim przyjdzie mu się zmierzyć. Kydryński wprowadza nas w skomplikowaną materię historii rejonów dokąd go zaprowadzi los, poznajemy mechanizmy polityczne, uwarunkowania społeczne i życie codzienne wielu Afrykańskich państw i administracji. Autor wyznaje: „Otóż fascynuje mnie potworność. Krawędź człowieczeństwa. To, co niepojęte. Ostateczne stadium okrucieństwa”.

Książka ma wyczuwalne ambicje literackie, szczególnie widoczne w opisach, starających się trzymać poetycką sprawność, połączoną z reportażową faktograficznością. Gdzieś nad tymi „notatkami” unosi się Ryszard Kapuściński, jako patron tego typu pisania i przezywania świata. Kydryński bardzo często powołuje się na poezję, to ona otwiera nas na innego w sobie i tych innych, gdzieś tam, na zewnątrz. Kydryński z pasją pisze o muzyce Afryki, o jej utajonym pięknie i tym krzykliwym, absorbującym od pierwszego wejrzenia. Wędruję również przez literaturę poświęconą Czarnemu Lądowi, któremu próbuje się przyglądać optyką Sienkiewicza czy chociażby Hatzfelda. Kydryński zafiksowany jest na bieli, to ona jest rewersem hebanu. Jego książka jest o marzeniach, liryzmie rzeczywistości, o uważności. O granicach nas samych, kiedy zostawieni na pustyni, sam na sam z bezmiarem, możemy oprzeć się tylko o nasze bicie serca i oddech, potęgujący wrażenie niebotycznej pustki. Pustynia jako miejsce zero myślenia. Żyły wyschniętych rzek, w których odbija się biszkopt słońca. I skądś dochodzą dźwięki: „Muzyka w Afryce wschodniej brzmi w sposób szczególny. To przestrzeń, tysiące kilometrów drżącego powietrza sprawiają, że fortepian ogromnieje. Nie ma bariery, od której dźwięk mógłby się odbić i wrócić. Jak żadna inna brzmi tam klasyczna muzyka Europy. Ścisłe reguły następstwa akordów, gęstość, splątanie wielu wątków w fudze, prawa rządzące kolejnością dźwięków powtarzają rytm afrykańskiej przyrody”.

Komentarze do wpisu