Kornel Filipowicz – „Moja kochana, dumna prowincja. Opowiadania”

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! wybór opowiadań mistrza krótkich form, przygotowany przez Justynę Sobolewską. Autora, który spokojnie może stać na półce w towarzystwie Raymonda Carvera czy Alice Munro:

Kornel Filipowicz – „Moja kochana, dumna prowincja. Opowiadania”

Jerzy Pilch wspominał go jako osobę, która cieszyła się wielką estymą i autorytetem wśród krakowskich początkujących adeptów pióra. Przychylny młodym, zawsze chętny na lekturę ich twórczości, przyjmował w małym mieszkaniu, w gęstych kłębach papierosowego dymu, z okularami na czujnych oczach. Kornel Filipowicz – pisarz na jakiś czas wyrzucony na margines czytelniczych poszukiwań, nieobecny, wracający teraz za sprawą wyboru Moja kochana, dumna prowincja, który pod jednym szyldem zbiera najlepsze opowiadania autora Nemezis. Jego utwory są kunsztowne i odznaczają się osobną dramaturgią i wirtuozerią literackiego stylu. Skrojone idealnie, znakomicie czują się w swoich wymiarach, sprawiają wrażenie jakby zostały położone na kartce niezwykle gładko, ku uciesze czytelnika.

Kornel Filipowicz pióro miał lekkie, najlepiej czuł się w formie opowiadania, będącego popisem literackiego wyrafinowania, sprytu, słuchu, oka. Wiele w jego twórczości opisów przyrody, fascynacji najbliższym krajobrazem, który traktował niezwykle czule, wydobywając z niego najmniejsze wahnięcia i tony. Ze swobodą pisał o naszym rodzimym kolorycie, na zawsze będąc wiernym widokom dzieciństwa. Impresyjne wejrzenia rymują się u niego z tęsknotą za polską prowincją, odmalowaną niezwykle zmysłowo, jakby w języku pisarz chciał pomieścić bogactwo jej objawień. Filipowicz to przede wszystkim doskonały obserwator, pisarz krążący wokół detalu, szczegółu. Niespieszny narrator, rozwijający fabułę jak meandrująca rzeka zakola: wolno, leniwie. Jego pisarstwo ma w sobie wrażliwość chłopca, który widzi  zawsze po raz pierwszy i ostatni. Próbuje donieść znaczenia, często polega na zmysłach, który otwierają mu rzeczywistość. Mistrz nastrojowego opisu, potrafiący oddać specyfikę miejsca, do którego przykłada język.

Kornel Filipowicz jest pełen empatii wobec ludzi, o człowieku pisze z wyrozumiałością, zdając sprawę, że heroizm często idzie w parze z komizmem, wielkość z małością, że wspaniałe czyny i zrywy są udziałem każdego z nas, że zawsze w cenie jest przyzwoitość. Autor Mój ojciec milczy rysuje przed nami świetne obyczajowe historie, skupiając się na emocjach i porywach serca, które nami targają. Przejmująco pisze o nieustannej groźbie odnawiającego się antysemityzmu, stale upomina się o człowieka, który na koniec dnia, bez przeszkód może spojrzeć w lustro. Jakże rezonują w nas takie rzucone od niechcenia zdania: „ – Różne paskudne rzeczy w historii zaczynały się od bicia Żydów”.  Jego opisy wojny skupiają się na codziennych zatrudnieniach, na życiu, które musiało trwać pomimo wszystko. Stoimy bezradni wobec siły niby oczywistych fraz: „Nigdy przedtem nie wyobrażałem sobie, że utrzymanie się przy życiu wymaga tyle pracy” (Opowiadanie z epilogiem). Jego krótkie formy są jak skończone partytury, w których nie sposób byłoby zmieścić choćby jednej nuty.

Filipowicz sporo pisał o bezinteresowności przyjaźni, która polega na tym, że więcej dajemy, niż otrzymujemy. O uczuciach pisał głęboko, podkreślając, że w tej dziedzinie jesteśmy wiecznymi debiutantami. Zwracał uwagę na poczucie wspólnoty ludzkiego losu, który jednoczy się wokół traum. Doskonale wiedział, że w dobrej kondycji trzyma nas zapominanie, a nie pielęgnowanie zadr. Był otwarty na drugiego człowieka, starał się sprzyjać innym, nie uważał za dziwaków tych, którzy nie byli do niego podobni. Pisarstwo skromne i szczere, próbujące dać dobry opis biedy i nieszczęścia, w myśl przekonania, że o bogactwie i obfitości nazbyt łatwo składa się zdania.

Uwrażliwiał nas na to, że nie sposób uciekać stale przed sobą, że w pewnym momencie trzeba się zgodzić na siebie, pogodzić z ograniczeniami.  Jeden z jego bohaterów – z opowiadania Stałość uczuć – zdobywa się na wyznanie, które chętnie przypisuję autorowi: „jestem tylko widzem, który patrzy, pamięta i zapisuje to, co się przed jego oczami rozgrywa, bliżej lub dalej, w czasie i przestrzeni, co zmienia się, pojawia, przesuwa, zatrzymuje na chwilę, znika”. Wczytujmy się w opowiadania Filipowicza, niech ich klarowna precyzja, choćby na chwilę, uspokoi natłok naszych myśli.

 

Komentarze do wpisu