Urszula Zajączkowska – Patyki, badyle

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nowa książka jednej z najbardziej czule myślących o przyrodzie polskich autorek:

Urszula Zajączkowska – Patyki, badyle

 

Zajączkowska nie studzi naszego poznawczego zapału. Naturę i świat ożywiony traktuje z przejęciem i niebywałą empatią. Interesują ją pąki, kwiaty, łodygi, korzenie. A to początek tego elementarza. Wie, że istnienie roślin jest niemniej tajemnicze niż nasze, a pęd i wola życia – imponująca. Opisuje nieskończenie istniejący świat, odporny na nasze pytania.

„Świat widać tylko taki: do góry, na lewo albo zza pleców, pod stopami i do przodu… Tam tworzą się nam pejzaże na płasko, w sześcianach współrzędnych. Szatkujemy nasze terytoria w trójwymiarową kratkę. Tylko tak. A przecież nie ma teorii fizycznej, która by nas w tej mierze upewniała: że na świecie istnieją tylko trzy wymiary, nie ma dowodu, że tu tak jest strasznie prosto. Sami to wymyśliliśmy. Czy dlatego, że to, co trudno jest wyrysować w wyobraźni, staje się niemal niemożliwe do wyrażenia językiem?”.

Zajączkowska z przejęciem i niezwykłą empatią patrzy na świat przyrody, który w jej widzeniu nie ma nic ze stagnacji, a charakteryzuje się ciągłym ruchem i zupełnie niewidocznymi na pierwszy rzut oka metamorfozami. Drzewa są dla niej absolutnie zjawiskowe, kryją w sobie wiele tajemnic, po układzie ich gałęzi czy korze, możemy powiedzieć wiele ciekawych na ich temat rzeczy. Widzenie Zajączkowskiej jest niezwykle ciekawe, bo jakoś koryguje i zmienia naszą perspektywę, a to, co peryferyjne i poniechane, naraz staje w centrum uwagi. Za autorką przyglądamy się niespożytej sile plenienia się roślin w spękaniach betonu, miejscach dla nich nieprzyjaznych, w okolicznościach nieoczywistych. Pęd życia i pęd ucieczki w jednym, mocnym splocie. Książka napisana jest językiem dorywczym i porywczym, gdzie poezja przegląda się w prozie, a ta zadurza się w naukowej macierzy. Woltyżerka najwyższej klasy.