Szczepan Twardoch – Królestwo

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nowa powieść, a w zasadzie kontynuacja „Króla”, na podstawie którego Canal + przygotowuje serial:

Szczepan Twardoch – Królestwo

 

„Królestwo” jest kontynuacją brawurowego „Króla”, powieści Twardocha sprzed dwóch lat.  Tam akcja działa się w międzywojennej Warszawie, w środowisku przestępczym, gdzie zantagonizowane polskie i żydowskie ugrupowania i miejskie bojówki walczyły o wpływy. Głównym bohaterem był Jakub Szapiro, były bokser, osoba trzymająca południową część miasta w szachu, stręczyciel i człowiek żyjący na bakier z prawem. „Królestwo” zaczyna się w roku 1939, kiedy kończy się „Król”. Teraz, zamiast skomplikowanych opisów pojedynków bokserskich, charakterystyk broni, warszawskiego półświatka wpisanego w polityczne życie stolicy, znajdujemy się na progu i w piekle II wojny światowej. II Rzeczpospolita odeszła do lamusa, a zaczęła się pożoga.

Twardoch w licznych wywiadach mówi, że „Królestwo” należy czytać jako rewers „Króla”. Że w zasadzie nowa powieść jest kontynuacją wcześniejszej, choć nie obeszło się bez zmian. Tym razem narratorką jest Ryfka Kij i syn Jakuba Szapiro, który w nowym rozdaniu raczej bywa, niż jest. Pisarz skazał go na inercję, letarg, widmowość. Wydaje się raczej zbędnym rekwizytem, postacią z tła, zdetronizowanym królem, dogorywającym w łachmanach, w permanentnie rujnowanej Warszawie. W tej prozie wszyscy mają problemy ze zdefiniowaniem swojej tożsamości, która zazwyczaj ciąży jak zbędny balast i stale bywa opacznie interpretowana.

Możemy powiedzieć, że Twardoch konsekwentnie pisze jedną książkę. Każda kolejna w pewnym sensie wynika z poprzedniej. W „Królestwie” Twardoch opisuje pogrom wielkanocny z 1940 roku, widzimy również eksterminację warszawskich Żydów z getta między sierpniem a wrześniem 1942 roku, łapanki, strach i opresję, obróconą w perzynę Warszawę. Naród, wspólnota staje się wyrokiem. W książce ukazane są trudne relacje polsko-żydowskie, gdzie Polacy często stają się bezdusznymi katami i węszącymi łatwy zarobek moralnymi karłami uciskającymi Żydów. Świat Twardocha to świat atawistycznych popędów, zorganizowany wokół przemocy i siły, zła i instynktów. Złamują się czasy: teraźniejszy przechodzi w przeszły, przeszły w teraźniejszy, a człowiek w tej prozie pozostaje bez przyszłości: „wszystko istnieje jednocześnie, to, co było, być nie przestaje i to, co będzie, już jest, wszystko istnieje naraz i czasem powstaje takie krótkie przetarcie się rzeczywistości, rzeczy oddzielone czasem dotykają się”. Powtarzają się znane chwyty: inkantacje, rytmiczne powtórzenia, niedookreślony narrator, zewsząd i znikąd. Rzeczywistość symboliczna rzucająca co jakiś czas cień na rzeczywistą. Historia toczy się sama bez względu na to, kto mówi. I przytłacza i uwiera.

Komentarze do wpisu