Ryszard Krynicki – Wiersze wybrane

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! poeta i wydawca:

Ryszard Krynicki – Wiersze wybrane

Wiersze Ryszarda Krynickiego nie narzucają się: są dyskretne, ciche, wycofane. Ta z pozoru mało wyszukana, przymiotnikowa charakterystyka, mówi o nich więcej niż ubrana w przypisy rozprawa. Poezja niczym skromne uwagi, domagające się zaangażowania, na przekór swojej nieśmiałości. Tym większe należy im się zainteresowanie, im bardziej od niego stronią. Tym bardziej zaangażowana powinna być ich lektura, im mniej rozmowna wydawać się będzie czytana poezja. Tym bardziej, że ciężko mówi się o stanach skupienia, ograniczających się zwykle do kilku ruchów, paru gestów, niknących słów.

Gaszę światło, jestem zmęczony.
Ledwo tli się we mnie światełko
twojego snu.

Drży, czuwa.

Wiersze Krynickiego są jak koty: idą swoimi ścieżkami, nie łaszą się specjalnie, nie są przymilne, trzeba czasu by się do nas przekonały. Powściągliwe w swoim oddaleniu, szukają dla siebie przygód – wszystko odbywa się bez niepotrzebnego szumu, bez zbędnych deklaracji.

Nie wiem, czy mam prawo
mówić, milczeć, dotykać
rany. Modlę się. Bez
słow. On

Wie.

Krynicki roztrąca ciemność ogarkiem wiersza, w ciszy, na stronie – pomiędzy. Ta myśl narzuca się jak przemijanie: nie da się słowem pomnażać nieobecności. A pustka mieszka w milczeniu, a milczenie to krzepnięcie sensu, zanim domknie go wers, choć próżno szukać w nim pokoi, a dom daleko, tam. W bieli. Pod.