Olga Tokarczuk – Anna In w grobowcach świata  

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nieco skromniejsza objętościowo, ale rozgrywająca uniwersalny topos, fabuła Olgi Tokarczuk sprzed prawie piętnastu lat:

Olga Tokarczuk – Anna In w grobowcach świata

 

Książka polskiej noblistki jest postmodernistyczną wariacją na temat sumeryjskiej bogini Inanny (bogini starożytnego sumeryjskiego miasta Uruk; na swoje wdzięki próbowała uwieść Gilgamesza), która zstąpiła do krainy zmarłych, by przechytrzyć śmierć. To literatura, która łączy w sobie nowatorstwo narracji (monologowo-kaskadowej), z ponadczasowym tematem, udowadniając, że w mitach mieszka sens, nie tylko aktualny w przeszłości, ale i bliski nam, odległym w czasie o tysiące lat. Bliższy niż się nam zdaje. Trzeba nam stale opowiadać i podnosić to – tak mówi pisarka –  co już tyle razy wyjaśniano, choćby dlatego, żeby kontynuować upór, pomimo braku szans na wiążące odpowiedzi. „Mówić do kogoś, kto nie rozumie, to próbować otworzyć zamek źdźbłem trawy, to kroić chleb gałązką bazylii, wkręcać żarówkę w ptasie gniazdo, wkładać dyskietkę między dwa kamienie”.

Olga Tokarczuk, korzystając z mitycznych wzorców, buduje swoją wielogłosową opowieść, na szczątkach zachowanych historii, przetrwałych do naszych czasów świadectw, dotyczących Sumeryjki. Bohaterka Olgi Tokarczuk porusza się w świcie przyszłości, technologicznie egzotycznym, nieco dziwacznym, będącym znakomitym przykładem galopującej i nieujarzmionej dystopijnej wyobraźni autorki, idącej na przekór naszym oczekiwaniom, malującej przyszłość jako horrendum, momentami jednak przyjazne. Pisarka udowadnia, że choćby nie wiadomo jak zmieniły się nasze okoliczności zewnętrzne, a technologia odpowiadała za widoki, wizje rzeczywistości, to takie uczucia jak strach, solidarność, pragnienie życia, chęć odparcia śmierci, wpisane są na trwałe w ludzką naturę, szukającą konsolacji w dawnych wierzeniach, porzekadłach, opowieściach, w cudzych słowach. Tokarczuk udowadnia, że nasze podstawowe obawy i tęsknoty, w gruncie rzeczy, opierają się wpływom czasu, i zwykle, pozostają takie same, przynajmniej podobne, w rozmaitych czasach, wiekach, momentach historii.

To powieść o tym, że tylu, ilu jest ludzi, tyle jest światów i punktów widzenia. O tym, że jesteśmy tu krótko, na wieczne zdziwienie, podatni na zranienia, krusi i szukający sensu, od narodzin po demencje. Uczymy się i zapominamy, a czas powitań, niechybnie staje się czasem pożegnań. Tokarczuk pisze o nas, o determinującej nasze poczynania świadomości, będącej zarówno fatalnością, jak i elementem decydującym, o byciu wyżej w hierarchii stworzenia, co nie zawsze musi być czymś pozytywnym. Szczególnie dla braci mniejszych. Pamiętajmy: „Nic nie zachowa swojego kształtu. Każdy porządek okaże się nietrwały – i boski, i ludzki”.