Marcin Świetlicki – Ale o co chodzi?

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nowa książka Marcina Świetlickiego, uznawanego za jednego z najwybitniejszych, żyjących polskich poetów:

Marcin Świetlicki – Ale o co chodzi?

Nowa książka Marcina Świetlickiego obejmuje wiersze z lat 2016-2019. Integralną jej część stanowią rysunki Marcina Maciejowskiego. Dominuje w niej żywioł publicystyczny, wiele utworów to komentarze do sytuacji w kraju, zwykle cięte, zaczepne, momentami frapujące. Ostrze kolejnych poezji wymierzone jest w gromadne symbole, stadne instynkty i narodowe kompleksy. Świetlicki staje się coraz bardziej gorzki, nie szczędzi szyderstwa światu, nie wzbrania ironii sobie. Momentami bywa zgorzkniały, często zasępiony i zafrasowany.  Bohater z jego wersów, to człowiek nieuleczalnie melancholijny, zdrowo zawiedziony. „29 grudnia”:

Święta przeszły
jak ciężki towarowy pociąg.
Powoli, z głuchym łoskotem.
Coś telepało się wewnątrz.
Coś głośno liczyło stacje.

Tym razem nastąpiło drobne przesunięcie akcentów: już nie trzeba przepraszać świata za wiersze, ale wiersze za świat. Świetlicki szydzi z pustosłowia dzisiejszych „doniesień”, internetowej papki, wypranej ze znaczeń. Kompromituje kolejne, górnolotne, wyświechtane frazesy, z których uciekł sens, a z brzmienia melodia. Fasadowość tandety wokół nas i papierowe słowa mają krótkie terminy przydatności. Rocznicowe tarabany zagłuszają dzisiejsze wołanie o pomoc.  Te wiersze są w pogoni za zbiegiem-sensem. Tego jak na lekarstwo, coraz go mniej, coraz bardziej ubogi. Tymczasem głupota zdobywa poklask, audytorium, uznanie. Rzeczywistość odstręcza, język potwornieje. O co tu chodzi?  „Mój Gdańsk”:

Geje na rowerach.
Kurwy w hełmach.
Czołgi radzieckie.

Poeta jest dziś w niezręcznej sytuacji. Mało kto go słucha, mało kogo obchodzą jego wynurzenia. Bardziej mówi do siebie, uprawiając straceńcze solilokwium. Zdaje nam sprawę, że po równi pochyłej schodzimy w mrok powszechnego zgnuśnienia. W wierszu Refleksyjne refluksy, czytamy: „Słońce późnego sierpnia. Chwila przed wieczorem. / Podchodzi aż do gardła złudzenie wspólnoty”. O to właśnie chodzi, o to jak dalece jesteśmy od siebie jako wspólnota. To wiersze o zbiorowości cierpiącej na zbiorową niechęć, dla której antagonizm jest najbardziej czytelnym słowem, atrakcyjną postawą. „Jedenastego listopada”:

W Dzień Świętego Marcina
i Niepodległości
pójdę na trzy pochody
z psem po Plantach Dietlowskich.
A Cohen umarł.
Nie spodziewam się gości.

Komentarze do wpisu

[wpdevart_facebook_comment curent_url="https://mbp.opole.pl/polecane/ksiazki/marcin-swietlicki-ale-o-co-chodzi/" order_type="social" title_text="" title_text_color="#000000" title_text_font_size="22" title_text_font_famely="monospace" title_text_position="left" width="100%" bg_color="#d4d4d4" animation_effect="random" count_of_comments="3" ]