Krzysztof Penderecki – Pendereccy. Saga rodzinna

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! rozmowa-rzeka z jednym z najwybitniejszych kompozytorów XX wieku, której wysłuchali Katarzyna Janowska i Piotr Mucharski:

Krzysztof Penderecki – Pendereccy. Saga rodzinna

 

23 listopada 1933 roku w Dębicy na świat przychodzi Krzysztof Penderecki. W domu dziadków, gdzie mieszkał do wybuchu II wojny światowej najważniejsze były: „Polska, rodzina, Pan Bóg”. Jako dziecko trochę choruje, ma słabe stawy. Ojciec, po którym przyszły kompozytor odziedziczy sporo cech charakteru jest dziekanem Wojewódzkiej Rady Adwokackiej w Rzeszowie, na co dzień: skryty, mrukliwy, zdyscyplinowany, kładący nacisk na stały rozwój. Po pracy gra na skrzypcach. Z Dębicy najbardziej zostało Pendereckiemu w pamięci bicie dzwonów w tutejszym kościele. Dziadek, Robert Berger, ma artystyczną duszę, i wprowadza Pendereckiego w świat przyrody, na początek ucząc go nazw otaczających drzew, po łacinie.

Do Krakowa przyjeżdża po maturze, w 1951 roku. Podczas studiów muzycznych, uczęszcza również na wykłady z filologii klasycznej. Pierwszym wielkim sukcesem okazuje się „Pasja według świętego Łukasza”, napisana na siedemsetlecie katedry w Münster, inspirowana Bachem, dla świątyni, gdzie pogłos trwa jedenaście sekund. Zostaje wykonana w marcu 1966 roku, a tydzień później na świat przychodzi syn Łukasz. Muzyczny szok przeżywa po zetknięciu się z twórczością Schönberga, Weberna, Berga. W języku awangardy sam powie tyle, że ma się wrażenie, że wyczerpał wątek do cna. Działa sam. Wyznaje: „Nie mam potrzeby dzielenia się z kimkolwiek moimi przemyśleniami”. Zafiksowany w stopniu absolutnym na punkcie pracy. W wolnych chwilach kupował książki, dużo czytał, w ogóle nie znał się na komputerze.

Całe życie zbiera stare meble i kolekcjonuje zegary. Przez lata odnawia dwór w Lusławicach (w przeszłości należał do siostry Jacka Malczewskiego) i sadzi tysiące gatunków drzew, stwarzając tym samym, największy ogród dendrologiczny w tej części Europy. W historii muzyki zapisuje się awangardową „Jutrznią”, wspominaną pasją, symfoniami (szczególnie II i IV) czy „Polskim requiem”, które tworzył ćwierć wieku. Powie: „Właściwie całe życie siedziałem i pisałem. I ciągle wydawało mi się, że jeszcze za mało zrobiłem…”. Bo „Wyobraźni nie da się zapisać, można się do niej jedynie przybliżać”.

Ta książka to wspaniała kopalnia anegdot o życiu i dziełach Krzysztofa Pendereckiego, w ostatnim rozdziale znakomicie sportretowanego przez żonę, Elżbietę.