Kazimierz Orłoś – Dzieje człowieka piszącego

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! autobiografia jednego z najbardziej cenionych polskich pisarzy, zeszłorocznego laureata Nagrody Miesięcznika „Odra” i tegorocznego laureata Nagrody Literackiej Miasta Warszawy za całokształt twórczości:

Kazimierz Orłoś – Dzieje człowieka piszącego

Po znakomicie przyjętych „Dziejach dwóch rodzin”, Kazimierz Orłoś postanowił napisać kontynuację, tym razem opisując swoje życie począwszy od schyłku II Wojny Światowej, a kończąc na sierpniowym karnawale Solidarności w roku 1989. Wraz z pisarzem przemierzamy kolejne stacje jego życia. Łódź. Warszawa. Mazury i Bieszczady – ukochane krainy pisarza. Momenty węzłowe: matura w 1953 roku, studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, debiut literacki w PIW-ie w 1961 roku („Między brzegami”). Atencja Iwaszkiewicza, przychylność Kijowskiego.

Sporo Orłoś mówi o swoje prozie, skupionej na detalu, wyrastającej z doświadczenia, wiernej widzeniu. O rzemiośle pisarza, dla którego autopsja i pamięć stanowią zaplecze dla pisania. W swoich powieściach powściągliwy, w opowiadaniach skromny. Mówi Orłoś, że trzeba uczyć się obywać bez słów niepotrzebnych. Należy pracować w samotności i zdać sobie sprawę, że warta uwagi jest tylko prawda. I prostota. Pisze: „Dziś, gdy z perspektywy lat patrzę na dokonania współczesnych autorów, coraz częściej wydaje mi się, że wielu nie interesuje się życiem i rzeczywistością, jaka ich otacza”.

Czego jeszcze dowiadujemy się z tej zajmującej książki? Sporo rzeczy o rdzennych mieszkańcach Mazur, o codzienności ludzi pracy z którymi w latach 60-tych i 70-tych Orłoś zetknął się w Solinie, Tworkach, Turoszowie. O tym, że sport kiedyś był częścią życia, a nie tylko widowiskiem. Autor „Dziewczyny z ganku” pisze o powstawaniu kolejnych opowiadań i książek. O problemach z cenzurą i szykanami komunistycznych władz, zwłaszcza po wydaniu powieści „Cudowna melina”, opisującej małomiasteczkowe patologie ludzi partii, trzymających pieczę nad lokalnym życiem. Kończy swoje opowieści i dygresje na czasach wydawania „Zapisu” i rodzenia się Solidarności.

Orłoś nie bawi się w łatwą dydaktykę czy moralizowanie, choć między kolejnymi streszczeniami lat swojego życia dzieli się zdobytą wiedzą. Przekonuje, że nie wolno się nam zachowywać jakby inni nie istnieli. Podkreśla, że przewrotność życia polega na tym, że nas ono sprawdza, konfrontując ze zdarzeniami powodującymi zajęcie określonego stanowiska. Powiada, że w życiu należy umieć godzić się z niechcianym. Że należy wstydzić się kradzieży cudzych pomysłów i pogodzić się z pustymi okresami, kiedy pomimo chęci i mobilizacji, nic nam nie wychodzi. W końcu mówi o tym, że świat bez ludzi byłby lepszy, a przyroda mniej zdewastowana. Że zawsze patrząc wstecz na przebytą drogę myślimy o tym, co się nie udało. I być może jedynym naszym azylem jest natura, w której pięknie szukamy dla siebie schronienia.