Julian Barnes – Poczucie kresu

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nagrodzona Bookerem powieść autora „Papugi Flauberta”:

Julian Barnes – Poczucie kresu

To powieść delikatna i wysmakowana. Udowadniająca, że to, co przywołuje nasza pamięć, nie zawsze jest równoznaczne z tym, co nam się przytrafiło i czego byliśmy świadkami. W największym uproszczeniu, aby nie zdradzać nic z eterycznej na swój sposób fabuły, a zachęcić państwa do lektury, możemy powiedzieć, ze Anthony Webster, będący teraz na emeryturze, wspomina swoją młodość przypadającą na lata sześćdziesiąte dwudziestego wieku, a w zasadzie opowiada, rekonstruuje wręcz historię swojego nieprzeciętnie zdolnego przyjaciela, Adriana Finna, z którym łączyły go wspólne tajemnice.

To powieść o tym, jak nasze drogi z czasem się rozchodzą i coraz bardziej rośnie wokół nas samotność. Barnes, jak nikt, potrafi pisać o pretensjonalnej młodości. Autor pokazuje, że trzeba mieć się na baczności, wypowiadając buńczuczne stwierdzenia na temat przyszłości, a kwantyfikatory, które uogólniają rozmaite sprawy, w zasadzie je zubażają. Bo życie to jakieś osiągnięcia poprzeplatane rozczarowaniami, historie, które czas w jakiś sposób czyni niemożliwymi, zamazując kontury, mieszając porządki. „Czy moje życie się powiększało, czy też jedynie dodawało samo do siebie?”. Czy w życiu tak naprawdę można coś zmienić, czy jedynie akceptuje się, bądź nie, okoliczności? Czy zadaniem życia jest pogodzenie nas z jego utratą? Każda decyzja pod pewnym kątem okazuje się chwiejna, a pewności nieprzewidywalne jak kaprysy. W gruncie rzeczy pamięć to dziurawe sitko, które na brzegach zostawia to, co chce.

Rzecz o tym, że z wiekiem wcale nie łagodniejemy, a wielkie pasje nadal płoną swoją temperaturą. Bo życie się nam przytrafia, a jedyne co budujemy z zapałem, to magazyny wspomnień. „Lecz czas… jakże czas najpierw nas uziemia, a potem zawstydza. Myśleliśmy, że jesteśmy dojrzali, podczas gdy byliśmy tylko bezpieczni. Wyobrażaliśmy sobie, że jesteśmy odpowiedzialni, a byliśmy tylko tchórzliwi. To, co nazywaliśmy realizmem, okazało się sposobem unikania pewnych rzeczy, nie zaś stawianiem im czoła”. Bo czyż nie jest tak, że nasze życie nie jest naszym życiem, a jedynie historią, którą o nim opowiadamy, a każdy kto ją usłyszy, przekazuje ją dalej, inaczej? Książka o tym, że niepewność, co do tego, czym jest życie, z wiekiem staje się coraz bardziej deprymująca. Czasami wszystko musi obrócić się w niwecz, aby można zbudować coś nowego.