Janusz Ireneusz Wójcik – Wiersze wybrane

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! ostatnia książka zmarłego niedawno, a związanego z Opolem i Opolszczyzną, autora:

Janusz Ireneusz Wójcik – Wiersze wybrane

Janusz Ireneusz Wójcik to poeta, który stale próbuje obudzić człowieka z sennego letargu i kierować go ku światłu. Wiele jego wierszy stoi po stronie jasności, w blasku, jakby strofy czerpały siłę ze światła, jego jednoznacznie dobrej natury. Interesują go ludzie i historie, jakie z sobą niosą, możliwość zadzierzgnięcia wspólnoty wobec przemijania, dotkliwości bólu, konieczności umierania. Bo jako darowani sobie, winniśmy owym darem dzielić się z innymi. Wspierać w tym, że niejako bliźniaczo stajemy się do siebie podobni w ubywaniu.

Wójcik nie wstydzi się pisać o sprawach podstawowych: szuka jakiegoś wsparcia i pocieszenia w wierze, docenia tradycję, w której honoruje wzorce i postawy, opierające się deprawacji, jest czuły na piękno sztuki, kłania się greckim i rzymskim miarom. Szuka swojego spokoju w księgach, ale wie, że w zderzeniu z cierpieniem i historią, pocieszeniem człowiekowi tylko marność. Jego poezja stara się być prostolinijna i po ludzku uczciwa. Fałsz wypada nazwać fałszem, niegodziwość niegodziwością.

W jego lirycznym kosmosie sporo miejsca zajmuje przeszłość. Rodzina wysiedlona z Kresów, błąkające się wspomnienia, zerwana łączność z macierzą, jakiś rodzaj straty, nie do odparcia niczym. Dużo tu postaci z rodzinnych albumów, widokówek z dzieciństwa, wersów formacyjnych, pokazujących jak zawiązywały się smaki i zapachy. Wójcik to poeta ładu, kanonu, tradycji, kultury. Ma potrzebę postawienia solidnego fundamentu, na którym wiersz będzie stał niewzruszony chwilowymi zawiejami codzienności. W drodze z Sobociska, w 1990 roku, na stacji Lizawice, zapisuje:

Kim jestem

stojąc samotnie w ciemną noc
na małej wiejskiej stacyjce

nie zdołam zatrzymać rozpędzonych pociągów
wyciągnąć rąk do znikających twarzy

zbyt mało czasu aby zrozumieć drogę
zbyt mało serca aby kochać darowane

na mglistej stacji Ziemia
czekam światła gwiazd

Wójcik to poeta odwiecznych reguł i porządków, dla którego perspektywa eschatologiczna jest możliwością wierności wartościom. Jedynym remedium na zgiełk i chaos rozedrganego świata jest duch i odwaga. Umiejętność pogłębiania swojego wnętrza i umiejętność bycia sobą. W tym poetyckim świecie wydaje się, że każdej rzeczy dedykowany jest jej kąt, a wszystko ma swoje miejsce, swój czas. Dużo w tej poezji konsolacyjnych momentów, odkrywania się przed czytelnikiem, przepracowywania doświadczanych razów wierszem. Autora Opisania świata interesuje poszczególny los, podzielony na interwały, które jednostkowo realizują się w pojedynczych biografiach. W modlitwie szuka nadziei, w pięknie – schronienia przed nawałą bylejakości. Wszystko coraz ciszej odchodzi w zapomnienie, a pamięć wiersza trwa. Na to, że trzeba umierać rady żadnej nie ma. I na to, że w końcu wszystkie sprawy przyjdzie nam zostawić daleko. I nawet ludzka bieda skończy się wraz z życiem. Przeczytajmy Nad rzeką – z wierszy najnowszych, ostatnich:

Komu śpiewa wieczorem ten samotny ptak
na gałęzi bzu otulającego kapliczkę?

Tak zapytałaś, kiedy polną drogą schodziliśmy
w dół nad brzeg rzeki, ale tam przęsła mostu
dawno już zerwane, a woda zbyt głęboka
i rwąca, aby przeprawić się w stronę gór
wznoszących się w zieleniach i błękitach,
jak na pejzażach renesansowych mistrzów.

Dlatego teraz spoglądamy w milczeniu
znad urwiska na niebiański brzeg,
zachwyceni odległym.

Pamiętam, jak bardzo chcieliśmy
pójść na ten spacer.

Wójcik to poeta żarliwy, który serce uczynił swoim przewodnikiem. Efemeryczne przeżycia są dla niego równie cenne jak uszlachetnianie ducha podróżą, innym, obcym. Za każdym cieniem wiersza stoją jakieś emocje, potrzeba bliskości, ufność pokładana w miłości, jako sile mogącej trwale odmienić człowieka. Przekonanie, że bez wiary i miłości, człowiek trwale pozbawia się w życiu jego głębi. A obojętność i milczenie to najmniej akceptowalne tu sposoby istnienia. W wierszu Modlitwa za Kresy, w ostatnim wersie, czytamy: „Gwiazdy już wołają, czas nakarmić cienie”. Na brzegu czasu.