Hisham Matar – Powrót. Ojcowie, synowie i kraj pomiędzy nimi

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! powieść głośnego libijskiego autora, laureata Nagrody Pulitzera, stałego współpracownika „The New York Times’a” i „The Guardian”:

Hisham Matar – Powrót. Ojcowie, synowie i kraj pomiędzy nimi

 

Książka Matara jest obezwładniająca. Poznajmy historię syna, Hishama Matara, który swoją biografię uczynił kanwą powieści, próbującego od kilkudziesięciu lat dowiedzieć się, co stało się z jego ojcem, znanym dysydentem, którego reżim Kadafiego pojmał w 1990 roku i słuch po nim zaginął. Matar dotkliwie rekonstruuje proces dochodzenia do prawdy i przeszłość, w której bezpowrotnie zatracił się jego ojciec, Dzaballah Matar. To książka niezwykle bolesna, opisująca pustkę i wyrwę po nagłej stracie ojca, z którą nie wiadomo co począć. To proza o dorastaniu w Libii, Egipcie, o humanistycznym arabskim domu, w którym wszystko brało swój początek z opowieści. I z przekonania, że uczciwym dniem naje się i ze sto osób. Książka napisana jest niezwykle sensualnie. Poetyckie kadry i cięcia nie pozostawiają nas obojętnymi na historię odzierającą z godności, złudzeń i z braku możliwości dotarcia do prawdy. „Czy jest większe osiągnięcie niż przeżycie cierpienia?”. Takie pytania wyrywają z letargu.

Ta proza sporo mówi o historii Libii, jej zakrętach i rozdrożach, o trudnym dochodzeniu do demokratycznej państwowości, o meandrach niezwykle skomplikowanych procesów dziejowych, pozbawiających wiele rodzin ojców, braci, mężów. To również rzecz o libijskiej gościnności o tym, że najważniejszą kwestią jest nie zasmucać swoich braci i bliźnich, pomimo okrutnych mechanizmów historii i wyroków losu. Kto z nas wiedział, że pierwszy uniwersytet założono w Libii dopiero w 1955 roku? Musimy pamiętać, że smutek jest dalekim krajem, choć jest bliżej nas, niż nasi najbliżsi. To książka o tym, że każdy znajduje się sam na terytorium własnych cieni, a tęsknota jest nie do opowiedzenia bo rozsadza język od wewnątrz jak przypadkowa sprężyna, działający bez szwanku mechanizm.

Krok po kroku dowiadujemy się ze strzępków urwanych rozmów, z zasłyszanych głosów, z nielicznych relacji współwięźniów o losach ojca autora, który w nielicznych, przemycanych do rodziny listach pisał: „Czasami przez cały rok nie oglądam słońca ani nie wypuszczają mnie z celi”. To świadectwo niezwykłego hartu ducha i niezłomnego charakteru człowieka, który pomimo uwięzienia i tortur pozostaje wierny wartościom i do końca nie pozbywa się wolności, jaką w sobie zaszczepił mu rodzinny dom i pustynia. Matar pisze o egzotycznym dzieciństwie, o hartowaniu ducha, o kodeksie, któremu miał pozostać wierny w swoim życiu. O ojcu, który był jak góra, niewzruszona przechodzącymi burzami.

„Z każdym mijającym dniem ojciec odchodzi coraz dalej w swoją noc, zagłębia się we mgłę, pozostawiając resztki siebie i wielce doniosły, ale oczywisty fakt, frustrujący i miłosierny zarazem – bo jakże inaczej syn ma żyć dalej, jeśli nie dane mu jest zapomnieć – że choćbyśmy się nie wiadomo jak starali, nigdy do końca nie poznamy naszych ojców”. Piękna, wstrząsająca książka!

Komentarze do wpisu