George Saunders – Lincoln w Bardo

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! głośna powieść laureata Nagrody Bookera 2017, jednego z najbardziej poczytnych, współczesnych, amerykańskich pisarzy:

George Saunders – Lincoln w Bardo

 

Powieść Saundersa to nowatorska (w formie i stylu) próba opisu przepracowywania żałoby. Akcja powieści rozgrywa się w ciągu jednej nocy, 25 lutego 1862 roku na cmentarzu w Georgtown, gdzie pochowany zostaje Willie Lincoln, dwunastoletni syn prezydenta Abrahama Lincolna. Powieść Saundersa jest wariacją na temat życia po śmierci. Zmarli debatują na temat swojego byłego życia, opowiadają historię swoich niepowodzeń, które stały się ich udziałem. Galeria postaci jest absolutnie niezwykła, język za każdym razem staje się wizytówką kolejnych pojawiających się na scenie powieści osób. Saunders dotyka spraw najbardziej intymnych i trudnych. Zderza nas z eschatologicznymi wyobrażeniami, a nade wszystko, z perspektywy „zaświatowej”, stara się powiedzieć coś uniwersalnego na temat życia. Mówi sporo o naszej egotycznej osobowości i ambicjach, które oddzielają nas od tego, co naprawdę ważne.

 

„Czy to nie dziwne? Człowiek bez reszty poświęca się jakiemuś przedsięwzięciu, inne strony życia zaniedbując, i tyle tylko osiąga, że z owego przedsięwzięcia nic się nie ostaje, a owoce trudów w całkowite zapomnienie popadają”.

 

Wątki tragiczne łączą się z komicznymi, elementy grozy przeplatają się z satyrą i wodewilem. Powieść jest gatunkową hybrydą, która ma nam uzmysławiać iloma językami i na jak wiele sposobów, można mówić i oswajać się z własną skończonością. Saunders włącza do książki materiały historyczne, sporo cytuje, pokazuje pewne momenty z wielu perspektyw, jeszcze bardziej komplikując ich jednoznaczny odbiór. Duchy mają swoje oczekiwania i projekcje, a ich, jak się zdaje, największą ambicją, jest na moment zaistnieć w jakiejś żyjącej świadomości.

Książkę można czytać na wielu poziomach. Jako hołd dla pojedynczego istnienia, które jest darem, a wartość którego często, nie jesteśmy w stanie docenić za życia. Jako powieść polifoniczną, gdzie każdy mówi sam do siebie i mówi, aby zagadać wewnętrzną pustkę. W tym sensie, można ją czytać również jako komentarz do naszej współczesności, gdzie zalewani kolejnymi linijkami tracimy orientacje i w gruncie rzeczy mówimy, sami do siebie. Wszyscy zajęci swoimi słowami, zręcznie separują się na słowa innych. Ale to również powieść o sile miłości, rodzicielstwie, które ma moc odmieniania życia tych, którzy o inne życie stale się troszczą. „W samym rdzeniu każdego tkwiło cierpienie; nasz ostateczny cel i kres, a w drodze ku niemu wiele strat nam sądzonych”.

Komentarze do wpisu