Ewa Lipska – Miłość w trybie awaryjnym

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nowy tomik tegorocznej laureatki Silesiusa za całokształt pracy twórczej:

 

Ewa Lipska – Miłość w trybie awaryjnym

 

Poezja Lipskiej jest coraz bardziej surowa i oszczędna. Momentami szorstka, skrojona z kilku ruchów myśli, paru wersów. Atmosfera gęstnieje, przemijanie bywa nieznośnie dojmujące, poczucie kresu ostateczne. Pamięć może być ciężarem, który obciąża myśli ponad miarę. Przeszłość bywa bardziej obecna niż chwila, którą ubywam, bywam. Co rusz pojawia się rodzaj niedowierzania, że to, co było, już się dokonało, odeszło, nie wróci. Lipska z nasilającym się smutkiem przygląda się pracy czasu, nieustępliwej, dotkliwej. Wciąż cieszy ją strawa dla zmysłów, dobre wino, mądra rozmowa, przychodzący skądś tam wiersz. Żyjemy, choć stale siebie wymyślamy, aż do ostatniego akordu, bez potem. Przeczytajmy wiersz „Muzeum”:

Na kolacji w muzeum Półmiski z lodem.
Ostrygi. Cytryny. Melon. Dzbanem z Delft.
Kieliszek białego wina.

Coraz rzadziej rywalizuję z pięknem
mówi stary poeta i podnosi muszlę do ust.
Potem wstaje i odchodzi do swojego
przeznaczenia.

Resztka życia
ma coś z miłości.
Chce naraz
wszystko.

W świecie Lipskiej coraz mniej ludzi jest. Ci co są, wracają z duchowej pustyni, rozsypują się jak piasek, na progu. Ale są też ci, którzy wciąż dostrzegają piękno. Być może, życie kończy się wtedy, kiedy gaśnie nasza ciekawość świata, a zmysły tępieją jak nienaostrzone ołówki? Może koniec przychodzi wtedy, kiedy entuzjazm dla zmysłów i doświadczeń, jest równy zeru, bliski trwodze nudy? Może nieumiejętność doświadczania piękna, jest pierwszą jaskółką, z tamtej strony?

Kiedy śmierć
zaczyna oddychać

budzi się lęk
umarłych.