Eustachy Rylski – Blask

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nowa powieść wirtuoza polszczyzny, laureata Nagrody Literackiej Miasta Warszawy:

 

Eustachy Rylski – Blask

 

Rylski z wirtuozerią opowiada historię naszej współczesności. Historię tego, co pokraczne, małe, a próbuje po królewsku się ziścić. „Blask” to powieść o władzy, jej wypaczeniach i patologicznych wcieleniach. O karykaturze samej siebie, o arbitralności sądów pozbawionych dobrego smaku. Uprzytamnia, że tam gdzie kończy się dowcip i ironia pojawia się skostniałe mentorstwo. Dowodzie, że przeszłość jest wciąż niedomknięta, stale do przepracowania, stąd często wszetecznictwo rozumiane jest jak „pielęgnowanie” tradycji – bezrefleksyjne, bierne powtarzanie klisz mentalnych i stereotypów poznawczych. Społeczeństwo zaś jawi się jako kotłowanina sprzecznych sił, potęga bezwładu, marazm organizujący się na naszych oczach. Żyć to zgodzić się na trwanie, bo nic nie kończy się dobrze. A to, co daje wytchnienie, bierze swój początek w bezmyślności. Człowiek zaś, staje się sobą dzięki walce. Smutna, przygnębiająca, pesymistyczna antropologia. Ku pokrzepieniu!

Język Rylskiego jest zjawiskowy, elegancja i powab zdań uwalnia się długo jak bukiet szlachetnego trunku, aromat dobrych perfum. Rylski to stylista impresyjnych pejzaży, eteryczny i efemeryczny, który sens świata upatruje w chwilach zwodniczego piękna, po którym pojawia się dojmująca pustka. Styl „Blasku” przypomina przaśny kram pożeniony z delikatesami, gdzie serwuje się wykwintne wiktuały i delicje. Językowa woltyżerka idzie w parze z kuglarską ironią. Bohaterowie mówią dużo, nawet bardzo, ale ma się wrażenie, że raczej bardziej są mówieni, rozgrywani przez język, odzierani z indywidualności, niż artykułują podmiotowe motywacje. Piękno – jeśli się już pojawia, to jest jakieś przetrącone, pognębione, szpotawe. Rylski udowadnia, że degrengolada polega na oddzielaniu słów od macierzy, a demagogia jest lekcją oddalania słów od ich rodzimych znaczeń.

U Rylskiego prawda i fałsz, wina i kara rzadko wynikają z siebie. Ich związek jest wątpliwy, sabotowany przez gwałt. „Blask” to opowieść o wypaczonych iluzjach władzy, która napęd bierze z małości dyktowanej frustracją. Powieść o deprawacji, o złudnym poczuciu siły, o kompleksach żywiących się niepowodzeniami innych. W świecie „Blasku” nie ma fundamentów, beton dopiero się wiąże, jeszcze nie wiadomo czy coś się z niego wybuduje. Rzeczywistość rozpada się na nieprzystające do siebie elementy, przyczyny nie kojarzy się już dłużej ze skutkami. Życia nie da się  nauczyć –  (wtedy byłoby zbyt  łatwe) – ani puścić samopas, bo wszelka gra wyklucza kompromisy. Pozostaje ryzyko, którego stale musimy się uczyć. Ryzyko bycia uczciwym.

Komentarze do wpisu