Claudio Magris – Migawki

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nowa książka, jednego z najwybitniejszych włoskich powieściopisarzy i eseistów, autora wielkiej monografii rzeki – „Dunaj”:

Claudio Magris – Migawki

Na książkę składa się kilkadziesiąt miniatur poświęconych naszej codzienności. Magris z ironią i sympatią przypatruje się ludzkim zachowaniom, współczesnym obsesjom i neurozom, jest kronikarzem późnej nowoczesności. Człowieka widzi wielopłaszczyznowo, wpisanego w relacje rodzinne, zawodowe, otoczonego wirtualną rzeczywistością i przetrącającą jego skupienie, wszechobecną reklamą. Często zapisuje sprawy błahe, drobne gesty, ulotne spojrzenia. Absurdy. Czasy, w których kontrola przepisów jest bardziej męcząca niż ich łamanie.

Magris kadruje rzeczywistość swoim czułym okiem i zostawia nas z obrazami, będącymi wyimkami z większych panoram. Co rusz przybliża nam fragmenty świata, stale ostro nastawia oko i świdruje perspektywę. Ma się wrażenie jakby zapisywał swoje refleksje na marginesach czasu, z wolna, poddając literackiej obróbce kolejne zapatrzenia i zamyślenia, widoki, jakimi obsypuje nas teraźniejszość. Stara się być nad wyraz uważny, czasami jedna drobnostka prowadzi go do zadumy nad kwestiami uniwersalnymi, bądź do rozwikłania jakiegoś nośnego zagadnienia czy problemu.

Ta książka to galeria postaci, widokówek, portretów (głownie) włoskich miast i miasteczek, intelektualny bedeker do zagrzewania do filozoficznych dysput. Tu i tam pojawiają się uwagi, które jakoś zmieniają nasze punkty widzenia. Zastanawiamy się, czy zawsze jest tak, że ekonomiczne bezpieczeństwo odbywa się (najczęściej) za cenę stosunków seksualnych? Czy aby na pewno powoływanie się na wrażliwość nie jest przywdziewaniem maski egoizmu, gdyż jesteśmy niemal zawsze przekonani o tym, co mówimy, choćby to była nieprawda? Czy piękny dzień pozwala nam bardziej odczuć to wszystko, czego nam brakuje? Mężczyzna śpi na plaży, ktoś zagrzewa barowy stołek, niespodziewanie zagaduje nas przechodzień, mężczyzna słabnie na naukowej konferencji, albo tak: „W sztokholmskim barze, pewnego wieczoru. Na zewnątrz jest jeszcze ciemno; światło długo zwleka, przejrzyste i wzruszające, nieokreślona nostalgia, która nie chce się rozwiać”.

Lektura przeciwko zapatrzonym w gonitwę czasom, które stale szukają kolejnych podniet, aby jakoś zakamuflować swoją mizerię i kompletny brak atrakcyjności dla osób poszukujących czegoś więcej niż powierzchownych wrażeń, szybkich spełnień, świecącej po oczach konfekcji. Zapiski o tym, że w gruncie rzeczy jesteśmy małostkowi i bardziej od dobrego wiersza, udanego spektaklu, znakomitej symfonii, interesuje nas przeciekająca rura, zapodziane klucze, zgubiona komórka, hałaśliwi sąsiedzi czy rysy na zderzaku kupionego niedawno samochodu. „Nie słyszymy kornika, który toczy drewno, nie dostrzegamy momentu, w którym poczwarka przemienia się w motyla, nie widzimy, jak zatykają się arterie Historii”. Bardziej interesuje nas fasada rzeczywistości, niż to, co się za nią kryje.