Bartosz Małczyński – Zestrojenia. Szkice o literaturze, muzyce i dobroci

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! zbiór esejów jednego z najwybitniejszych badaczy twórczości Tymoteusza Karpowicza:

Bartosz Małczyński – Zestrojenia. Szkice o literaturze, muzyce i dobroci

W swojej książce z esejami, autorowi Rozwiązywania tekstów, przyświeca Norwidowskie credo, w myśl którego, z rzeczy świata tego zostanie poezja, dobroć i dodaje Małczyński: muzyka. Ziaren dobroci, empatii, dobrego słowa szuka się tu w poezji Władysława Sebyły, Jerzego Lieberta, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Juliana Kornhausera i jeszcze kilku innych. Pisanie Małczyńskiego meandruje wokół kilku uparcie powracających tematów. Dobroć być może jest jedyną miarą ludzkiej wielkości, muzyka płynie nie tylko na pocieszenie, a poezja wypływa ze źródeł niezmąconych smołą. W zasadzie pytania stawia się tutaj dyskretnie, poetom oddaje się głos z przejęciem, buduje się tu dla wierszy konteksty i tła niezwykle zajmująco, wręcz z przejęciem. Książka uczy szacunku do poezji, do jej enigmatycznej natury – nigdy nie rozwiązanego równania z wieloma niewiadomymi. Kolejne studia, poprowadzone detalicznie, wręcz onieśmielają. Przywracają człowiekowi równowagę w zdyszanym, zagonionym świecie.

W rozdziale o Sebyle, czytamy, że poeta ćwiczył na skrzypcach, a muzyka była nieodzownym elementem jego życia. Przez wiele lat zgłębiał wiedzę o harmonii i kontrapunkcie. „W liryce tej kołyszą się żałobne dzwony, fale oceanu, stawy i morza, drzewa, liście i trawy, niebo i gwiazdy, a nawet dnie, noce i cała wieczność”. O Baczyńskim powie się tu tak: „W trudny do uchwycenia sposób uzyskał on w młodym wieku świadomość, że śmierć wkrótce rozstroi instrumentarium jego talentu”. Wiele interpretowanych przez dyrygenta-Małczyńskiego poezji, pozostaje „pod batutą przemijania”.

Małczyński pisze bardzo blisko wierszy, a jednak sytuując omawianą twórczość w kosmicznej perspektywie. To osobiste szkice, ale nie prywatne, osobne, a jednak budujące wspólnotę wrażliwości. Znamienitą cechą Małczyńskiego jest doskonale wyważona narracja. Wszystkie ingrediencje są tu zmieszane idealnie, z troską o każdą najmniejszą drobinę. Po aptekarsku. Cierpliwa, a jednak dramatyczna to opowieść. Wiele w tych tekstach ciemnych chmur, zwalistych, a jak światło – to przeszywające. Eseje, które są jak bliźniaki na wadze. Książka przywracająca należyty szacunek poezji, w sposób niezwykły mówiąca o sprawach ducha, poruszeń serca, aksjologii. O dźwiękach odpędzających zwątpienia i spojrzeniach, zapodziewających smutek. Małczyński przypomina, że należy pielęgnować to, co piękne, kruche, pojedyncze, naznaczone ewangelicznym pogłosem. Małczyński uczy nas, że do kresu smutku trafiają oprócz muzyki, pojedyncze, przyszpilające strofy. Zostajemy na skraju percepcji możliwej i niemożliwej.