Andrzej Stasiuk – Kroniki beskidzkie i światowe

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nowa książka autora „Jadąc do Babadag” i „Wschodu”:

Andrzej Stasiuk – Kroniki beskidzkie i światowe

Nowa książka Andrzeja Stasiuka, to zbiór 76 felietonów publikowanych w latach 2013-2018 w „Tygodniku Powszechnym”. I jak to u Stasiuka bywa, jego prozy mniejsze i większe krążą wokół widoków, dali, przyrody, ale i spraw bieżących. Być może, to najbardziej polemiczna i doraźna książka Stasiuka, w której sporo mówi się o dzisiejszej Polsce i jej rozmaitych bolączkach. Dostaje się odpustowemu kościołowi zapatrzonemu we własne sakwy, taniej i szpetnej współczesnej architekturze, czy nadymanym własną wielkością politykom. Źle się widzi kolejne galerie, będące targowiskami konsumpcji i próżności – sporo pisze się tu o narodzie i tożsamości.

Przede wszystkim zaś udziela się czytelnikowi dziecinna, nieokiełznana ciekawość świata, która każe pędzić Stasiukowi dalej i dalej, w nieznane. Jego pisanie jest liryczne, lekkie, impresyjne. Migotliwe błyski sąsiadują z krytycznymi filipikami, zaś głęboka melancholia łączy się z ironią. Stasiuk, to pisarz krajobrazu, nieokiełznanego horyzontu, który nie ma końca, a przestrzeń rośnie jak drożdżowe ciasto na przypiecku. Cały czas gdzieś go gna, nie umie usiedzieć na miejscu, zamienia stale znajome w nieznane. Albo rozmawia z owcami, albo przygląda się leśnym ostępom. Ptaki nazywa interpunkcją w nieogarnionym spektaklu świata. Poszukuje wzgardzonego dziedzictwa, nasłuchuje wschodnich wiatrów.

Stasiuk stale zapuszcza kolejne żurawie spojrzeń, rozmawia z owcami, przygląda się ludziom i obyczajom. Wyznaje: „Ponieważ lubię patrzeć na swój kraj. Ponieważ lubię patrzeć, jak nieznajome niepostrzeżenie zmienia się w nieznane”. A jedyny cel podróży, to wypełnianie pamięci, by mieć coś na potem.

 

Komentarze do wpisu