Adam Zagajewski – Substancja nieuporządkowana

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! najnowsza propozycja eseistyczna znakomitego poety, przez wiele lat prowadzącego zajęcia z creative writing na uniwersytetach w Houston i w Chicago:

Adam Zagajewski – Substancja nieuporządkowana

 

Adam Zagajewski rehabilituje niemodną dziś sztukę eseju, polegającą na połączeniu celnej uwagi z nagłą iluminacją, intelektualną głębią i umiejętnością łączenia rozmaitych smaków. Jego teksty poświęcone są sztuce i wynikają z głębokich inklinacji poety do mowy wiązanej, malarstwa, a w pierwszej kolejności do nieuchwytnej muzyki. Z nieudawanym wdziękiem i ogromną swobodą,  autor „Anten” przegląda się w cudzym blasku, przymierza klasyczne miary. Wie, że żeby świadomie być, trzeba interpretować i poszerzać przestrzeń własnej egzystencji, aby mogło się w niej zrobić miejsce dla wspólnoty. I uczyć się odnajdywać w sobie empatię i współczucie wobec drugiego, inaczej świat osunie się w piekło.

Na wstępie poeta przypomina, że w każdej społeczności, poza organizującymi wyobraźnie hukami i krzykliwymi nowinkami toczy się rozmowa cicha i skromna, dotycząca niewielu, ale traktująca o imponderabiliach. Przywołuje słynny cytat Bellowa, który onegdaj uprzytamniał, że „w dawnych czasach genialność człowieka manifestowała się głównie w metaforach. Teraz jednak w faktach…”. Tymczasem stale trzeba nam zbliżać się do tego, czego nie znamy. „Tajemnice wciąż są twarde jak najtwardsze orzechy”. A my nadal „Nie wiemy, kim jesteśmy, i to sprawia, że metafory i mity – które wcale nie wykluczają racjonalnego podejścia – mają się wciąż dobrze, mimo wszystko”. A literatura jest jednym ze sposobów dotarcia tam, gdzie być może chociaż zostaną rozwiane złudzenia. Wzmacnia nas wewnętrznie jak cała sztuka, kładzie trakt w przeszłość, powiększa rzeczywistość o której możemy powiedzieć: „moja”. Bo „Nie znamy sensu istnienia i nigdy go nie poznamy”. A dziś jesteśmy dalej od niego niż kiedykolwiek. Dziś zamiast skupić się na substancji, powierzchownie traktujemy tylko relacje. Tymczasem „Jest ciemny świat, którego nie pojmujemy. Są słowa, które narzucamy na czas i na ciemność. Nikt nie czeka na odpowiedź”. Myślenie nie jest w cenie, a prowokacja uchodzi za gest artystyczny.

Wielką zaletą tych tekstów jest ich lapidarność, nie tracąca przy okazji nic z esencjonalności. Zagajewski potrafi w kilku zdaniach skreślić brawurową opinię o poezji Gałczyńskiego, zapisać przenikliwą refleksję na temat pisarstwa Kafki, skreślić celny rys charakteru Józefa Czapskiego, czy uwagę o mniej znanym wierszu Miłosza, bądź podzielić się zachwytem nieumiarkowanym – jak w szkicu o muzyce Mahlera – albo powściągliwym portretem, jak w wypadku Julii Hartwig.  Bo poezja, tak samo jak muzyka zdaniem Zagajewskiego, nie ma adresu. Szukamy ich, dzięki temu nie ustajemy, podejmują nas drogi (Zagajewskiego rzuciła po raz pierwszy na kolana edycja „Prozy” Brunona Schulza z 1964 roku). On sam zaś, rzuca od niechcenia, że czasami tylko niepewność dodaje odwagi, a poezja nie zmienia zasadniczo świata, choć pozwala znosić razy, jakie na nas spadają. Poezja żyje ze spotkania z Duchem. Tylko ryzykanci podejmują jej wyzwania. A ona zawsze wraca „do ludzi i rzeczy pokornych, zwyczajnych”.