Piotr Matywiecki – Do czasu

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nowy tom wierszy Piotra Matywieckiego, tegorocznego laureata Nagrody Nowych Książek, za opowieść o bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie poeta przepracował ponad dwadzieścia lat – Stary Gmach:

Piotr Matywiecki – Do czasu

Poezja Matywieckiego składa się z dwóch biegunów. Na jednym z nich jest zachwyt kreacją i możliwością tworzenia, powoływania rzeczywistości z nicości, elementarny głód istnienia pragnącego poznać swoje źródła i początki. Z drugiej zaś strony mamy depersonalizację, próbę poniechania własnego „ja”, zrezygnowania z siebie, wpisania się bez reszty w poetyckie uniwersum. A nad tym wszystkim, jak ciężka chmura, wisi pamięć wojennej pożogi, która jest jak stale powracająca trauma, nie umiejąca zasklepić się w przeszłości. I zalega w powietrzu przekonanie, że przed samym sobą uciec można jedynie w fikcję. Albo w świat. W wierszu dedykowanym pamięci Kazimierza Wierzyńskiego, czytamy:

Droga, obłok i wierzba – wiatr odnowił symbole.

Trochę paniki. Powiew szuka istnienia.

Rosnę wszędzie, gdzie jestem. Niepotrzebny lęk.

Ziemia trzyma korzenie, cień obłoku, wędrówkę.

Zdaniem Matywieckiego, trwoga naszego położenia być może na tym polega, że jesteśmy między niczym a znikomością. Nasza świadomość nie zna ani początku ani końca czasu.  Nadajemy formę własnemu niebyciu, która jest strachem przed zupełnym rozpadem zwalczających się żywiołów, z których jeden niesie nas wysoko, a drugi z impetem ściąga do ziemi. Jesteśmy od urodzenia po nie wiadomo co.  Powie autor Powietrza i czerni: „Osobno mam czas, osobno nadzieję”. Poeta odklina czas, próbuje jakoś połączyć siebie przeszłego z sobą dzisiejszym i na próżno szuka jakiejś między wcieleniami, komunikacji. Nowy tom jest o nieubłaganym czasie, o różnych wersjach nas samych, które na przestrzeni lat przymierzył i odłożył na bok, w najgorszym wypadku, pogruchotał, skazał na zapomnienie. Matywiecki stale pyta jak siebie definiować, co istotnego człowiek ma do powiedzenia na swój temat, ponad to, że ciągle go mniej, a to, co składało się na niego rośnie na hałdzie przeszłości, do której zwykle z czasem, gubi się drogę. Dlatego: „teraźniejszość musi mówić, / bo inaczej / nie było i nie będzie” – czytamy w wierszu Już teraz.

 

Komentarze do wpisu