Marek Bieńczyk – Kontener

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nowa książka laureata Nagrody Literackiej Nike, znakomitego enologa i eseisty:

Marek Bieńczyk – Kontener

„Kontener” to lekcja czułości. Proza dopominająca się o naszą łagodność. Zmysłowe pisanie oswajające nieobecność. Przepracowywanie żałoby, którą chce się zmieścić w słowach. Rzecz o życiu, które umarło od życia. Zostaje nam dawanie odporu pustce. I pamięć, że na końcu dnia każdy niknie we własnej ciemności. Bieńczyk napisał książkę o odchodzeniu własnej matki. O jej ostatnich miesiącach, tygodniach, chwilach. O czasie, który kurczy się coraz bardziej i jest jak nieodwołalny wyrok. Pisarz stara się udowodnić, że literatura może nieść pocieszenie, konsolację po stracie bliskich i być może jest jedyną kontrą wobec naszej skończoności.

 

„Pisać imiona, tak jakby otwierało się zmarłym oczy, ożywiało je w zdarzeniu, niemającym żadnego odniesienia do tego, co było i będzie, lecz dającym wzrok w niewidzialności, kiedy litery ich imion stają się powiekami, które nasza żywa dłoń unosi. Pisać ich imiona nie dla pamięci, lecz dla czegoś, co będzie burzą w zastygły wieczór”.

Bieńczyka interesują rzeczy efemeryczne. Błahe, ale nie w sensie znaczenia. Z jego pisaniem jest jak ze światłem: ono samo nie jest widzialne, ale bez niego nic nie jest widzialne. Sporo uwagi poświęca kwestii oddechu, zagląda do Faulknera, Canettiego czy Bernharda, aby po linii ich oddechów wywlec się na światło. Pisze: „Kiedy kochamy czyjś oddech, kochamy wszystko”. To również książka o chorobie, o czasie pod nieobecność, o doświadczeniu cierpienia, które nie jest szlachetne ani nas nie pogłębia, a jedynie wynosi ku nowym porywom języka.

 

„Oczy mają wiele do zrobienia, kiedy ktoś umiera. Brakuje słów; w ostatnich dniach, tygodniach czy miesiącach brakuje słów; oczy przejmują ich rolę”.

Bieńczyk opisuje też jak ze śmiercią rodzicielek radzili sobie jego wielcy antenaci: Proust i Barthes. Artyści, których pisanie integrowało, pozwalało uporać się z żałobą, wyczerpać potencjał smutku. Dla całej trójki, pisanie jest użyczaniem oddechu. W literach imion szukają twarzy.