Janusz Głowacki – Good night Dżerzi. Czyta Krzysztof Globisz.

Dobrze napisane, dobrze przeczytane

 

Good night, Dżerzi to książka z 2010 r. o Kosińskim, czyli polskim pisarzu, który zrobił największą karierę na Zachodzie od czasów Conrada, napisana przez Głowackiego, który tamże zrobił największą karierę od czasów Kosińskiego. Płyty zawierającej nagranie czytania tej książki przez Krzysztofa Globisza trudno słuchać bez sentymentu: Janusz Głowacki zmarł przed dwoma laty, a po fatalnym udarze Globisza usłyszeliśmy już tylko jako głos ze wstrząsającej, dokumentującej walkę o powrót do zdrowia lektury fragmentu Psalmu 61 dla projektu „Biblia audio”.

            Trzeba jednak zapomnieć o sentymentach i słuchać w skupieniu. W wersji dźwiękowej książka ta staje się bowiem jeszcze bardziej wymagająca ze względu na swą amorficzną kompozycję, fragmentaryczną i „poszarpaną” narrację. Jako słuchacz, czytelnik musi zachować większą czujność i „w czasie rzeczywistym” kontrolować wszystkie splątane, porzucane i podejmowane na nowo lub nie, wątki opowieści utkanej przez Głowackiego. Poza biografią Kosińskiego mamy tu przecież do czynienia z autobiografią Głowackiego (wszak narrator to „Dżanus”), przewodnikiem po literackim i erotycznym Nowym Jorku, samouczkiem jak zrobić karierę, a we wszystko to wplecione są dodatkowo zapisy nagrań z automatycznej sekretarki, zapisy snów i cytaty z korespondencji prowadzonej przez ludzi ze świata filmu. No i „momenty”, rzecz jasna, których w książce w stylu „z życia wzięte i zerżnięte” zabraknąć nie może. Sam autor przynajmniej raz powiedział o swoim dziele że jest to książka przede wszystkim „o stanie kultury”. I zaraz dołożył anegdotę potwierdzającą, że sprytny pisarz może kulturą w jej obecnym stanie manipulować: oto pewien młody amerykański pisarz po przyznaniu National Book Award „Krokom” Kosińskiego, przepisał 20 stron z jego dzieła i rozesłał do kilku wydawnictw (w tym do wydawcy „Kroków”), które jak jeden mąż odrzuciły propozycję debiutanta. Broniąc swego utworu, Kosiński twierdził później, że na podstawie 20 stron nie da się docenić całego dzieła, więc ten sam młody pisarz odczekał dwa lata, po czym przepisał „Kroki” w całości i wysłał tym samym wydawnictwom – z tym samym skutkiem.

            Na trudnym, najeżonym wspomnianymi przeszkodami dystansie 10 godzin Globisz poradził sobie znakomicie. Największym wyzwaniem było chyba uwolnienie się od fonicznego odpowiednika słynnej „gęby”, czyli po prostu głosu, w przypadku Globisza równie rozpoznawalnego jak twarz. Kiedy Globisz czyta partie Dżanusa, słyszymy (i widzimy oczami wyobraźni) Globisza. Ale kiedy czyta głosem dziecka albo nowojorskiego Żyda, widzimy jakimś cudem nie Globisza, ale to dziecko i tego Żyda. No, z cudem to może trochę przesadziłem, w końcu mamy już dla niego nazwę brzmiącą: dobre aktorstwo. Skutek jest taki, że całe trio Kłosiński-Głowacki-Globisz wypada tu niezwykle interesująco, a Good night Dżerzi zasługuje, aby trafić na półkę z audiobookami dającymi do myślenia.

– Jacek Podsiadło

Janusz Głowacki Good night Dżerzi. Czyta Krzysztof Globisz. Świat Książki 2010.

Komentarze do wpisu