Andrzej Muszyński – Podkrzywdzie

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! znakomita powieść pierwszego stypendysty Fundacji Herodot im. Ryszarda Kapuścińskiego:

Andrzej Muszyński – Podkrzywdzie

„Podkrzywdzie” to piękna powieść opisująca świat minionej wsi, opartej na ludowej mądrości i wiedzy, zabobonnych porzekadłach, cnocie prawdy, hartu ducha i znoju pracy. To powieść, która jest współczesną wersją „Chłopów”, pożenionych z realizmem magicznym reprezentowanym przez iberoamerykańskich prozaików. Literatura mocno przywiązana do ziemi, z której wyrasta. Rekonstruuje język, tradycje i obyczaje, gdzie obok nagich i surowych faktów, występuje wiele magicznych porządków, mających zaklinać i zjednywać zainteresowanym rzeczywistość. Atutem powieści Muszyńskiego jest niezwykle gwałtowny język, bardzo sensualny i porywczy. Rzecz czyta się znakomicie, a zmieniający się cykl pór roku jest jak klamra każdego rozdziału. „Świat rozklejał nam się w oczach – jak w uskoku tektonicznym zdawały się osuwać zręby drzew, dachów i stodół, tonąc w mydlinach nieba”.

W świat powieści wchodzimy za sprawą wnuka, opisującego swoją codzienność w Lasach Błędowskich, gdzie, wraz z dziadkiem – w którym „zamieszkało” coś złego, jakaś blaga – i babcią, żyją swoim rytmem na gospodarstwie. Wraz z narratorem snujemy się po lasach, sadach, wreszcie tropimy dziadka (opisy jego pijackich wybryków to arcydzieło powieściowego realizmu!), umykającego nie wiadomo gdzie (ta zagadka niezwykle trapi wnuka) małomównego, mającego skłonności do chandry, pędzącego bimber i oddającego się zwyczajnym zajęciom na roli: oporządzaniu i sprawianiu zwierząt (sporo tu znajdziemy takich opisów), grzybobraniu, codzienności w kontekście przypadających pór roku. Pojawiająca się na kartach powieści galeria postaci to zbiór oryginałów przeróżnej maści, które z miejsca darzymy sympatią. Na przykład taki Stójkowy: „Wcześniej tkwił długo na widnokręgu jak zapałka wbita w piach, znacząc jego kres”. „Przychodził często w błękitne, bezwietrzne dni, gdy myśli, jak opadające kwiaty lipy układają się nieruchomo na pniu”.

To powieść o potrzebie nadawania sensu nawet najbardziej chaotycznej i rozpadającej się na nieprzystające do siebie części rzeczywistości. O tajemnicach, które skrywane przez każdego z nas, zaczynają dotkliwie boleć. O szacunku wobec tradycji, bez której świat potykałby się o własne pomylone cienie. O tym, że czas indywidualnie znajduje w życiu każdego z nas, i nikt nie wie. O tym, że w każdym z nas walczą dwie siły, racja i pasja, i w zależności, która bierze górę, albo się w życiu budujemy, albo wypalamy.