Nowa Kartagina – spotkanie z Markiem Zatwarnickim

Wczytuję mapę...

Data i godzina wydarzenia
22/11/2017, godz. 17:00

Lokalizacja
Biblioteka Główna - Sala Konferencyjna

Kategoria

Nowa Kartagina – spotkanie z Markiem Zatwarnickim

Nowa Kartagina – spotkanie z Markiem Zatwarnickim
Prowadzenie: Małgorzata Lis-Skupińska
22 listopada 2017 (środa), godz. 17.00
Sala Konferencyjna MBP, ul. Minorytów 4

wstęp wolny

 

Nowa Kartagina

Jest rok 233 p.n.e. Nad Morzem Śródziemnym zbierają się czarne chmury. Imperium Kartaginy pali kolejne hiszpańskie miasta. Jednym z niewielu ocalałych jest syn Iberyjskiego wodza – Esquin. Jego jedynym celem staje się pomszczenie tych, których kochał. Na nieszczęście bohatera wszystkie wydarzenia stanowią jedynie przedsmak wojny, a jego plany krzyżują kolejne przeciwności losu. Bohater staje przed wyzwaniami w postaci rzymskich legionów, przeciwników na arenie, niepokoi społecznych, a nawet pięknej niewolnicy o greckim pochodzeniu.

Po starciu Rzymu i Kartaginy nic nie będzie już takie samo…

„Nowa Kartagina” zebrała pozytywne recenzję zarówno pośród czytelników i recenzentów. Planowane jest również wydanie dwóch kolejnych powieści – „Nowej Kartaginy – Morze Ognia” oraz „Nowej Kartaginy – Upadek”, będącymi kontynuacją części pierwszej.

 

Marek Zatwarnicki (ur. 2000r.) – napisał „Nową Kartaginę” w wieku szesnastu lat. Jest uczniem Liceum Ogólnokształcącego nr III w Opolu. Jest pasjonatem geografii, piłki nożnej, filmografii oraz historii starożytnego Rzymu, Grecji i Kartaginy. Został też laureatem i finalistą olimpiad przedmiotowych oraz wielu festiwali filmowych. O wydaniu książki marzył od najmłodszych lat. W wydaniu „Nowej Kartaginy” pomogła mu rodzina – tata i mama zajmowali się terminami i rozmową z wydawnictwem, brat napisał dla niego stronę internetową www.nowakartagina.pl. Marek zajął się projektem okładki, a babcia stworzyła ilustracje. Wyjątkowo pomocna okazała również kampania przeprowadzona w serwisie finansowania społecznościowego Polakpotrafi.pl, która pomogła pokryć większość kosztów wiążących się z wydaniem książki.

Fragment książki:

„Skręciliśmy kolejny, ostatni raz. Znaleźliśmy się na drodze prowadzącej wzdłuż obwarowań. Po chwili w oddali pojawiły się niewielkie światełka. Zgadywałem, że to pochodnie oświetlają

wjeżdżających i wyjeżdżających z miasta. Wmieszaliśmy się w grupkę kilku kupców udających się w stronę tyrreńskich portów. Patrzono na nas podejrzliwym wzrokiem, bo kto normalny

opuszczałby Wieczne Miasto bez ładunku, i to jeszcze o tak barbarzyńskiej porze? Próbowałem spuścić głowę, udając niewolnika transportowanego przez handlarzy. Niestety, na marne.

– Miłej podróży – zawołał przyjaźnie legionista w momencie, w którym przekraczaliśmy linię wrót. – Dokąd wyruszacie?

Zignorowałem pytanie, mając nadzieję, że zaadresowano je do kogoś innego.

– Obywatelu?

Wziąłem głęboki wdech, rzucając Rzymianinowi pytające spojrzenie. Wpatrywał się we mnie. Ale dlaczego zainteresował go tak marnie ubrany biedak? Dlaczego nie wziął mnie za sługę

jakiegoś bogacza? A może oni już wiedzieli? Nie… To nie było możliwe. Nawet w Italii nie istniały tak sprawnie działające służby bezpieczeństwa.

– Do Iberii – odparłem nerwowo, niezadowolony, że strażnik opóźnia nasz wyjazd. Z każdą chwilą było bliżej do odkrycia zbrodni.”

 

„Wtedy z krzaków wysunął się jeszcze jeden wojownik, wyjątkowo bogaty ubrany, mający na sobie piękną, fioletową pelerynę szlachcica. Arystokrata rozwinął pergamin, spojrzał po mordujących się, a następnie obwieścił, jak gdyby konfrontacja była jedynie zwykłą sprawą sądową:

– Kashto z Mauretanii, dnia dzisiejszego kończy się twoje panowanie na ulicach Nowej Kartaginy. Miasto będzie miało tylko jednego pana, a jest nim Hannibal, z bożej i ludzkiej łaski wysłannik naszego najpotężniejszego imperium! W jego imieniu ty i wszyscy twoi współpracownicy mający na celu osłabienie naszej władzy w imperium zostajecie skazani na śmierć i natychmiast straceni. Zostajesz uznany winnym dzisiejszego włamania do pałacu i wcześniejszego zabójstwa Hazdrubala. Nasz pan zawarł z tobą umowę, której nie dotrzymałeś, narażając go na niebezpieczeństwo! Pozwoliłeś, żeby ten człowiek wszedł do pałacu. To twój koniec.”

 

„Podbiegłem do wycofującego się Kashty i zrzuciłem go z konia błyskawicznym mocnym szarpnięciem. Mauretańczyk spadł, ale nie wszystko szło po mojej myśli. W jakiś sposób udało mu się wylądować na wyprostowanych nogach. Przez chwilę siłowaliśmy się na ręce. Nieprzyjaciel trzymał mnie za dłoń dzierżącą miecz. W końcu udało mi się pchnąć go na ziemię i z całej siły uderzyłem głownią broni w jego głowę. Zdrajca wypluł trochę krwi i kilka żółtych zębów.

Putas! – krzyknął rozdzierająco, nie mając sił stanąć do dalszej walki. Było go stać tylko na tak podłe przekleństwo. Więc to było ostatnie słowo króla ulic. Jego rany nie były poważne, po prostu stracił wiarę…”

 

„Nad najwspanialszym miastem Iberii zaszło słońce. Nowa Kartagina była wtedy największą siedzibą Kartagińczyków w Hiszpanii. Od zakończenia pierwszej wojny punickiej minęło zaledwie osiem lat. Puniccy obywatele nie przypuszczali, że wśród świątynnych gmachów odbywa się uroczystość mająca zadecydować o przetrwaniu ich imperium.

We wnętrzu pięknej świątyni poświęconej bogowi nieba i burzy Baalowi-Hammonowi znajdowały się trzy postacie. Jedną z nich był kapłan odziany w byczą skórę zakończoną kapturem z rogami. Chwilę wcześniej zarżnął potężnego barana i wylał jego krew do niewielkiej miedzianej miski. Dwie kolejne osoby należały do rodziny Barkasów, najwspanialszego rodu Kartaginy. Zasłużony punicki generał Hamilkar przybył tu wraz z synem Hannibalem. Dowódca miał około pięćdziesięciu lat, jego twarz pokrywała starannie przystrzyżona siwiejąca broda.

– Podejdź, Hannibalu Barkasie – polecił wzniośle kapłan, wskazując na piętnastoletniego chłopca. – Zanurz dłonie w świętej krwi zwierzęcia poświęconego Baalowi i powtarzaj za ojcem.

Młodzieniec zbliżył się do niskiego stolika ofiarnego. Stało na nim naczynie, do którego włożył ręce. Hamilkar oparł dłoń na ramieniu syna.

– Czy jesteś prawdziwym Kartagińczykiem? – zapytał generał.

– Jestem – odparł Hannibal, ale w jego głosie wyczuwalna była niepewność. Musiał bać się tego, co nastąpi.

– W takim razie musisz być też wrogiem Rzymu. Prawdziwy Kartagińczyk nie może spać spokojnie, wiedząc, że oni rosną w siłę. Powtarzaj. Pamiętaj, że składasz przysięgę najpotężniejszemu z bogów. To on sprawia, że pada deszcz, a nasza ojczyzna nie zmienia się w pustynię.

– Baal będzie ze mnie dumny – szepnął młodzieniec z determinacją.

– Od tego dnia aż do końca świata przysięgam być wrogiem Rzymu. Uczynię wszystko, co w mojej mocy, żeby rzeka Tyber spłynęła rzymską krwią – wyrecytował z pasją generał.

– Od tego dnia aż do końca świata przysięgam być wrogiem Rzymu. Uczynię wszystko, co w mojej mocy, żeby rzeka Tyber spłynęła rzymską krwią – powtórzył Hannibal i dodał po chwili:

– Przetrwają oni albo my. Z wrogiem się nie negocjuje. Wygram lub zginę z honorem.

– Doskonale, synu. Rzucimy świat na kolana. Teraz pora na Iberię, potem zajmiemy się Rzymem. Chcę, żebyś towarzyszył mi w kampanii przeciwko plemionom tych barbarzyńskich Celtyberów.

Młodzieniec nie odpowiedział. Zamiast tego ukląkł przed ojcem na jedno kolano i opierając pięść na piersi, pochylił głowę.

Iberia miała spłynąć krwią.”

 

Komentarze