Mikołaj Grynberg – Rejwach

Tym razem w cyklu Bibliotekarze polecają! nowa książka autora wybitnej pozycji non-fiction Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne:

Mikołaj Grynberg – Rejwach

Na Rejwach składa się zbiór opowiadań, których wspólnym mianownikiem jest próba przepracowania traumy związanej z Holocaustem. Książka jest bardzo zniuansowana, Grynberg notuje na gorąco, tak jakby Miron Białoszewski zapisywał zwierzenia swoich przyjaciół, którzy przeżyli piekło obozu zagłady, bądź zostali na zawsze naznaczeni wojennym stygmatem. Czytając Rejwach mamy wrażenie swoistej polifonii, polegającej na tym, że kolejne zgłaszające się ze swoimi historiami do Grynberga osoby, opowiadają swoje świadectwo, wspomnienie, zadrę, z różnych perspektyw, stron, miejsc w czasie. Autor oddaje głos rozmaitym ludziom. Są tu osoby, które całe życie milczały i u kresu swoich sił, pragną podzielić się z kimś historią, którą nosiły z sobą przez dziesiątki lat, a ta teraz, nie pozwala im odejść w spokoju. Są tu ludzie próbujący zrozumieć swoje żydowskie pochodzenie, zastanowić się nad własną, niepowtarzalną przeszłością. Co zupełnie przytłaczające, dla większości bohaterów ich żydowskie dziedzictwo jest ciężarem, jest znamieniem, którego trzeba się wstydzić, bądź które należy przemilczeć, zmilczeć, zapomnieć. Są tu ludzie, którzy ewidentnie nie chcą być kojarzeni w myśl żydowskich koligacji i konotacji, dla których informacja o własnej, żydowskiej przeszłości jest ujmą, wręcz obrazą. Tak czy inaczej wszyscy są przez żydowskość w jakiś sposób naznaczeni, stygmatyzowani, boleśnie ukłuci.

Grynberg piszę krótkie prozy, które rezonują ogromny niepokój, są pytaniem o granice naszej tolerancji dziś. Czytając kolejne fragmenty nie sposób odpędzić myśli, że antysemityzm jest rodzajem choroby, która stale infekuje kolejnych ludzi. Grynberg przejmująco pisze o próbie pogodzenia się z własną żydowskością, o próbie ułożenia się z Żydem w sobie. Niektóre fragmenty są brawurowe, aktualizują konteksty literatury związanej z Shoah. W zasadzie możemy również mówić o zjawisku postpamięci, o kolejnych pokoleniach, które muszą uporać się z wojenną przeszłością, z własną rodzinną tragedią, skrzętnie przechowywaną w rodzinnym półmrokach, milczeniach, ranach. O ile w poezji ostatnio stale temat wojennej hekatomby bywa rozpisywany przez Piotra Macierzyńskiego czy Tomasza Pietrzaka, tak w krótkiej prozie zjawia się Mikołaj Grynberg. Lektura bolesna, zapadająca w pamięć. Po opowiadaniu „Gorzka czekolada”, człowiek odczuwa mentalny nokaut. Skromna książka kryjąca w sobie ładunek emocji, których nie sposób od zaraz skanalizować. Nosi się ją w sobie jak niechciany płód, jak kulę u nogi, która powłóczy.

Komentarze do wpisu