Marek Niedźwiecki – Australijczyk

Tym razem w cyklu „Bibliotekarze polecają!” książka wyrosła z pasji związanej z Antypodami, znanego dziennikarza radiowego i muzycznego, autora książki Radiota:

Marek Niedźwiecki – Australijczyk

Książka twórcy Listy Przebojów Programu Trzeciego jest publikacją, którą podyktowała fascynacja Australią. Marek Niedźwiecki dokładnie opisuje kolejne stadia i etapy zauroczenia kontynentem, który traktuje jako swój drugi dom. Ze znawstwem rozprawia o smakach i zapachach Australii, zachwyca się jej przyrodą, docenia znakomite widoki. Dowiadujemy się co takiego jest w winach australijskich, że można stracić dla nich głowę. Niedźwiecki ciepło pisze o piwie z mango, o znakomitych owocach awokado, które idealnie rymują się ze schłodzonym shirazem, wymienia swoje ukochane gatunki ryb – w tym przypadku baramundi – których smak zwala z nóg. Opowiada o swoje słabości do miodu latherwood, który pochodzi z Tasmanii i ma w sobie pikantne nuty. Jest zaabsorbowany smakami i przyrodą, niemniej niż australijską muzyką. Swoją opowieść rozpoczyna od dzieciństwa w Szadku, gdzie po raz pierwszy ktoś wymówił magiczne słowo Australia i dla młodzieńca z małego powiatu zaczęła się praca myśli, zrodziła niezrozumiała tęsknota.

Marek Niedźwiecki po raz pierwszy trafia do Australii w 1995 roku i od tej pory powraca tam stale. Wyjazdy na drugi koniec świata są dla niego ucieczką przed sobą samym i rozpoznawalnością, która czasami bywa nieznośna, przykrzy się i męczy. Stąd Australia jawi się jako miejsce idealne, gdzie można poczuć się zupełnie anonimowym i zachwycić się pięknem, które napiera na podróżnego zewsząd. Marek Niedźwiecki upodobał sobie drzewa, baobaby, które ramionami dotykają nieba i przepastne, dziewicze plaże, gdzie człowiek może rozpłynąć się w rozległym błękicie.

Z książki dowiemy się również sporo ciekawostek. A to, że w Australii jest więcej kangurów niż ludzi, że to właśnie na tym kontynencie żyje największe skupisko dzikich wielbłądów, bądź, że czasami, jak ma się trochę szczęścia, można zobaczyć dzikie konie, przecinające ogromne przestrzenie. Kto z państwa wiedział, że w Melbourne jest ulica imienia AC/DC? Albo, że wyznawców „Gwiezdnych wojen” jest więcej niż w Czechach? To również książka o zapachach, o eukaliptusie, o misiach koala, rozrzuconych po drodze skalnych masywach. Niedźwiecki jest nieoczywistym podróżnikiem. Wyznaje, że z wyjazdów najbardziej lubi wspomnienia, a następnie powroty. Czasami wychodzi z niego melancholik, kiedy wspomina swoje australijskie koncerty, mówi, że smutna muzyka podnosi go na duchu, że zawsze zostawia jakiś drobiazg w miejscach, które odwiedza, by być może kiedyś, zostać ponownie przywiedzionym w krajobraz znany, oswojony.

Marek Niedźwiecki w Australijczyku jawi się jako globtroter i obieżyświat, człowiek skazany na wędrówkę, który na swoje samotne wypady upodobał sobie Australię, krainę kangurów i słodkiego, lekkiego wina. Niedźwiecki pisze o swoich przygodach i perypetiach, o sytuacjach zwyczajnych i niezwyczajnych, , ale również o pasji do kadrowania tego, co nagle rozjaśnia się w błysku uwagi, o codzienności i świętach, o Australii, z pasją odkrywcy i namiętnego eksploratora. Lektura dla wszystkich tych, których nęcą podróże, a dalekie krainy torpedują wyobraźnię.

Komentarze do wpisu